Thursday, September 08, 2011

Od momentu kiedy dowiedziałem się o TED Talks (http://www.ted.com/talks) jestem pod ich wrażeniem. Czuje się jakbym był znowu w szkole. Jeszcze 10 lat temu byłoby to dla mnie tragicznym uczuciem – ciekawe jak czas zmienia człowieka.

Jeden z wykładów na stronie TED mówił o ‘social networking’ a właściwie o technologicznych możliwościach jakie ‘social networking’ prezentuje, zwłaszcza po naszej śmierci. Co ja z tej prezentacji wyniosłem to to że jednak jest warto aktywnie utrzymywać konto na blog/Facebook/Google Plus/Twitter. Dla mnie szczególnie wartościowy jest mój blog z dwóch powodów:

1. Jeśli mój blog będzie utrzymywany regularnie i na pewnym poziomie w przyszłości, kiedy będą już gotowe, moje dzieci bedą miały okazje lepiej mnie zrozumieć.
2. Blog jest dla mnie w pewnym sensie okazją żeby wyrazić się o tym co mnie nurtuje i fascynuje.

Dlatego więc wznawiam moje blogowe wypociny. Robie to głównie dla moich babek! To taka długo dystansowa inwestycja z mojej strony. Mam nadzieje że zaowocuje. Może to też zmobilizuje ciebie Amelko i Zosiu do nauki Polskiego. Jeśli nie zaowocuje to nic wielkiego się nie stanie – większość wpisów mam zamiar robić w pracy ;)

Wednesday, June 24, 2009

Już dawno tu nie zaglądałem ale na szczęście Google nie kasuje kont nieaktywnych użytkowników więc wszystko jeszcze jest!


Dzisiaj nie chce mi się pracować dlatego pisze ten blog. Nie chce mi się pracować z wielu powodów. Od dłuższego czasu byłem zajęty w pracy i nie miałem czasu na obowiązkowe monitorowanie internetu. Także od dwóch dni pije mniej kawy i mam ciągły ból głowy – przeklętny narkotyk. Lenistwo, apatia, nieodpowiedzialność i kilka innych cech charakteru też się przyczyniło do mojej decyzji ale to są głębsze tematy których nie warto poruszać.


A więc pisze ten blog bo chciałbym udokumentować moje postanowienia i śledzić mój progres nieco bardziej publicznie na internecie. Może mnie to zmotywuje do spełnieniu kilku z poniższych postanowień.


A wiec, od dzisiaj postanawiam:

  1. Załatwić zaległe rozliczenia podatkowe
  2. Zakleić dziury w Zosi szafie i w suficie koło kuchni
  3. Pomalować gdzie potrzeba
  4. Przefarbować poręcze schodów
  5. Pomalować deck
  6. Przyłożyć się do wykończenia internetowego biznesu nad którym pracuje
  7. Kupno flashów, tripodu i fotagraficznego sprzętu do domowego studia
  8. W końcu odnowić mój paszport bo nie pojade do polski na góralskie wesele
  9. Odnowić umowy hipoteczne
  10. Wykończyć piwnice (już jest ładna ale wiele rzeczy odłożonych na póżniej nigdy nie zostało skończone)
  11. Upożadkować zdjęcia na komputerze, pokasować nie ładne, zrobic backup
  12. Upożadkować muzyke na komputerze, labels, backup, flac conversions
  13. Przenieść mój book club site na płatny serwer jeśli bezpłatna strona jeszcze istnieje
  14. Stożyć katalog win które piłem i mi smakowały
  15. Pojechać na sesje zdjęciową na Kube
  16. Wykombinować sposub na stracenie 8 lbs do piątku rano abym mogł wygrać zakład


Lista rzeczy napewno urośnie, zwłaszcza jak ją zobaczy Agnieszka, ale na początek to dobry start. Będe uaktualniał status robót od czasu do czasu. Mam nadzieje ze przy niektórych z tych punktów będe mógł postawić tzw. ‘check mark’ już pod koniec następnego tygodnia ;)

Wednesday, July 09, 2008

Troche ponudze o pogodzie. W Toronto ostatniej nocy znowu mieliśmy ostrą burze. Intensywne opady deszczu i pioruny. To już któraś z kolei burza tego roku. Podobnie jest też w Polsce i na całym świecie. Grad, ulewne deszcze, trzaskające pioruny i silne wiatry są doświadczane już na porządku dziennym.

Tak z ciekawości a raczej aby się utwierdzić w przekonaniu że to nam bedzie toważyszyć do końca życia zobaczyłem jakie są prognozy na następne lata i okazuje się że powinniśmy się do tego przyzwyczaić bo intensywne burze będą się tylko nasilać. Jest to spowodowane zwiększaniem sie ilości gazów cieplarnianych (green house gases) które zatrzymują ciepło. Co nas będzie czekało:

1. coraz więcej 'heat waves' - upalnych okresów
2. naukowcy twierdzą że noce nie bedą już dużo lub wcale zimniejsze niż dnie
3. żadsze ale bardziej intensywne opady deszczu
4. susze
5. sztormy, huragany i tajfuny będą mokrzejsze i bardziej wietrzne

Kiepsko to widze. Kto wie, może za 50 lat bedziemy mieszkali w bunkrach, będziemy poruszać się tylko i wyłącznie pod ziemią.

Monday, June 30, 2008

Wszystkie dziewczyny marzą aby być księżniczkami z bajki. A ja tak naprawde nie wiem dlaczego.

Wszystkie te księżniczki miały tragiczne dzieciństwo. Kopciuszek stracił matke i pracował jak niewolnik dla swojego ojca i jego nowej żony. Śpiąca królewna ledwo uszła z życiem uciekając od konkurentki i musiała mieszkać w lesie w jednej izbie z 12 chłopami karłami. Rozpunka straciła ojca i matkę i została uwięziona w małej wieżyczce bez kuchni, łazienki, chyba nawet nie miała łóżka. Już sobie wyobrażam jak śmierdzące musiały być jej długie włosy.

Przykładów znam wiele ale jeden makabryczny fakt wychodzi na jaw - każda z nich już w dzieciństwie przeżyła koszmar.

Co prawda bajki kończą sie na tym że te nieszczęsne babuszki znajdują sobie 'królewiczów', a właściwie pierwszego lepszego faceta na koniu, no ale to o niczym pozytywnym nie świadczy. Zazwyczaj wychodzą za mąż - a my wszyscy wiemy czym to grozi!

Wydaje mi się ze to smutne aczkolwiek powszechne wśród dziewczyn zjawisko tłumaczy to dlaczego każda z nich nie wacha się wydać fortuny na swój ślub. Ten jeden moment może być dla nich jedyną szczęśliwą chwilą w życiu i dlatego lubią sobie o tym przypominać płacąc miesięczne kwoty za ślubne pożyczki aż do końca swojego życia.

A tak poza tym, Aguś kochanie - wszystkiego najlepszego w dniu naszej rocznicy ślubu. Wciąż kocham cie za żarcie!

Wednesday, May 07, 2008

Kiedyś miałem marzenia być wędrowcem, beztrosko tułać się po świecie. Miałem pragnienie żeglować po morzach i oceanach naszej pięknej planety. Kiedyś miałem zamiar nosić dorobek mojego życia na plecach abym w każdym momencie mógł się spakować i wyjechać. Miałem odwage bez pieniędzy i doświadczenia wyruszyć w nieznane.

Dzisiaj jestem uwiązany pracą, pożyczkami i obowiazkami w pięknej Kanadzie. Moje marzenia, choć głęboko ukryte w moim sercu, wydają się tak niedostępne i nierealne. Dzisiaj wszystko wydaje się tak skomplikowane, tak poza zasięgiem ręki. Choć zarabiam dużo więcej niż wcześniej muszę liczyć się z wydatkami aby wystarczyło na opłaty które wydają się piętrzyć i mnożych z dnia na dzień.

Czasami tak się zastanawiam gdzie zbłądziłem, gdzie podziała sie odwaga i ambicja aby realizować tak wznosłe zamierzenia. Zastanawia mnie czemu dałem się wciągnąć w wir szarego życia. Moją sytuacje próbuje tłumaczyć na wiele różnych sposobów choć wiem że gdy ma się marzenia należy dążyć do ich realizacji.

Nie jestem w depresji, wręcz przeciwnie jestem pogodny, cieszę się tym co mam. A mam wiele rzeczy za które jestem bardzo wdzięczny. Ale jednak gdzieś głęboko w sercu czuje niedosyt i mały smak moralnej porażki. Od czasu do czasu te uczucia wypływają na wierzch podsycone książką taką jak 'Alchemik', piosenką, ludzmi jak Cameron z autobusu jeżdzącym po ulicy Burnhamthorpe lub jak w tym przypadku filmem - "Into The Wild". I za każdym razem obiecuje sobie że pewnego dnia opamiętam się i zaczne realizować moje plany w które ciągle tak mocno wierze. Póki nie będzie za póżno ...

Wednesday, April 30, 2008

Ale ten czas leci. Pięć miesięcy od ostatniej notatki - szok!

W sumie ten czas da się streścić w kilku zdaniach. Znów udało mi się odwiedzić Polskę - 4 tygodniowy wypad z pracy do Warszawy. Udało mi się odwiedzić znajomych z ogólniaka, była mała imprezka u Agnieszki i Czesia. Nikt nic się nie zmienił mimo to że od naszego ostatniego spotkania upłyneło przeszło 12 lat. Było bardzo, bardzo fajnie - definitywnie 'highlight' wycieczki.

Na drugi dzień odwiedziłem stare kąty - moje podwórko, trzepak, przedszkole, szkołę, nasze kino, sklep spożywczy, itp. Przejechałem sie kolejką, obszedłem stare kąty wzdłuż i wszerz. Wszystko fotografowałem.

A wiec wycieczka do Gdańska była pełna wrażen i sentymentalnych uczuć. Choć mieszkam na obczyżnie juz prawie tyle samo lat co mieszkałem w Polsce i choć mam z Polską coraz mniej wspólnego to Gdańsk bedzie miał w moim sercu zawsze specjalne miejsce.

A tak poza wypadem do Polski to nic specjalnego się nie działo. Udało nam się wyrwać na południe na tydzień prawie całą rodzinką - oprócz wujka klan Kloców był na wczasach w komplecie. Było bardzo fajnie i czas zleciał błyskawicznie.

Do usłyszenia.

Thursday, November 22, 2007

Jeszcze zyje. I nie zmienilem pamietnika internetowego na Facebook, MySpace choc taka teraz moda. Po prostu milczalem - po trochu bo nie mialem nic ciekawego do napisania, to trochu z lenistwa.

Ale teraz mam kilka obserwacji na temat Facebook. Facebook jest takim blogiem lecz bardziej interaktywnym. Mozna tam 'spotkac sie' z przyjaciolmi, wymienic publiczne lub prywatne wiadomosci, dowiedziec sie co osoba robi w danym momecie, co bedzie na obiad, jaki program ktos planuje zobaczyc i wiele podobnych detali!

Agnieszka, moje zona, tez sobie zalozyla konto. Ma liste znajomych z ktorymi stale koresponduje. W ten sposob utrzymuje socialne wiezi. Praktycznie spotykamy sie ze znajomymi bardzo sporadzycznie. Facebook zastapil prywatke lub spotkania na kawke.

A ja tesknie za dobra impreza, za wspolnymi wypadami do kawiarni, kina itp. Oczy mnie bola od wpatrywania sie w ekran komputera, tylek cierpnie w niewygodnym fotelu! I tak sie zastanawiam czy te internetowe kluby socialne sa tylko tymczasowym fenomenem, czy jest to czyms co zastanie z nami do konca zycia.

A tak poza tym - Agus, dolacz mnie do swoich znajomych na Facebook! Jako maz chcialbym wiedziec co sie w twoim zyciu dzieje!!! :)

Friday, June 15, 2007

Jakis miesiac temu wrocilem z Turcji. Pojechalem tam w ciekawym okresie - wybory prezydenckie. Prezydent wybierany jest przez parlamentarzystow - chyba. Nie wazne. Co jest wazne to to ze jedynym kandydatem byl zagozaly islamista. Mimo ze Turcja jest w wiekszosci krajem muzeumanskim rzad jest swiecki. Turcy cenia sobie ten fakt. Dlatego tez dla wiekszosci mieszkancow nominacja osoby o mocnych pogladach islamskich byloby zagrozeniem, krokiem wstecz.

Nominatura spotkala sie z wielkim przeciwem. Na ulice Istanbul wyszlo przeszlo milion osob aby protestowac. Tym razem ludzie popierani byli przez armie ktora zagrozila rzadowi zamachem stanu.

Pisze o tym dlatego ze bylem zszokowany ze Kanadyjskie media nawet nie wspomnialy o tym. Nie moglem znalesc ani jednego artykulu na internecie (cbc.com, globeandmail.com, pulse24.com itp). Co za zorczarowanie. Nasze media pisza wkolo o Iraku, Israelu i Palestynie i to wlasciwie wszystko. Inne wydarzenia sa cenzurowane! Co wiecej, kilka dni po demonstracjach w Istanbule odbyly sie 1-majowe zamieszki. Kilkaset osob, gaz wlawiacy i okolo 70 aresztow - hmmm, to znalazlo sie w Kanadyjskich gazetach.

Tragedia.

Wednesday, March 14, 2007

Jestesmy juz z powrotem w Toronto. Na poczatku chcialbym podziekowac wszystkim ktorzy nam pomogli podczas naszego pobytu w Polsce. Przez ostatnie cztery tygodnie nie zbyt czesto odwiedzalem moj blog ale nadrobie to w tym tygodniu. Dzisiaj dodalem kilka zdjec do galerii wiec zapraszam do ogladania.

Czy Polska zmienila sie podczas mojej 13-letniej nieobecnosci? Tak i to sporo - na szczescie glownie na lepsze. Wiele zmian od razu rzuca sie w oczy. Nowe budynki i osiedla mieszkaniowe, nowoczesne sklepy wypelnione po brzegi najruzniejszymi produktami, przeruznego rodzaju samochody wolno puruszajace sie po zatloczonych ulicach.
Koszty wszystkiego sa mniej wiecej o polowe mniejsze niz w Kanadzie. Ludzie tez zarabiaja na ogol polowe mniej niz Kanadyjczycy. Wiec goscie zza granicy nie moga juz szalec za grosze w Polsce.

Jesli chodzi o zarobki to rozpietosc wynagrodzen jest znaczna. Ludzie zarabiaja od 900 do 20,000 zloty. Srednia krajowa to 2,300 PLN. Aby zyc wygodnie trzeba zarobic okolo 5,000 PLN na osobe. Moge sie mylic ale tak sobie to wykalkulowalem bazujac tylko i wylacznie na obserwacji wiec bierzcie to z przmrozeniem oka :).
A wiec ludzie zarabiajacy powyzej tej kwoty naprawde nie powinni narzekac. Ale Polacy na ogol Polacy lubia narzekac. I nie doceniaja tego co maja. Wielu szuka szczescia wszedzie ale nie w Polsce. Latwo mi jest to pisac ale jakbym w Polsce zarabial 6-7 razy wiecej niz minimum nie wiem czy chcialoby mi sie wluczyc po swiecie w poszukiwaniu czegos innego. Rozumiem ludzi ktorzy nie moga znalesc sobie pracy lub tych ktorzy zarabiaja grosze ale wielu zarabiajac dobrze w dalszym ciagu decyduje sie na emigracje.

No nic - pobredze wiecej jutro. Do uslyszenia.

Sunday, February 11, 2007

Po 13 latach nieobecnosci wyladowalem w Polsce. Moze bym zwlekal nastepne 13 lat aby odwiedzic rodzinne katy ale nadarzyla sie okazja pojechac sluzbowo. Nawet sie nie wachalem - kiedy jeszcze raz stanie sie taki cud ze Amerykanska firma postanowi wyslac Kanadyjczyka wlasnie do Polski?

Oczywiscie Agnieszka nie mogla mi tego przebaczyc ze bede w Polsce sam wiec postanowila dolaczyc sie do wycieczki. Tak wiec po krotkich rozwazaniach znalezlismy sie cala rodzina w Warszawie.
Lot byl przyjemny, mielismy 2 rzedy rarezerwowane tylko dla nas. Samolot nie byl pelny wiec nam sie z tym udalo. Dzieci dzielnie sie spisywaly, nie bylo marudzenia lub placzu wiec i mnie i Agnieszce nie bylo ciezko.
Bagazy mamy w brod. Ciezko sie z nimi poruszac. Trzy walizki, wuzek, car-seat, lozeczko, komputer, 'diaper bag', Agnieszki podreczna torba i plecak zabawek Amelki. Okazuje sie ze te rzeczy sa niezbedne. Oprocz Warszawy mamy do zaliczenia Olsztyn, Gdansk i Torun. Mam nadzieje ze z ta iloscia bagazy jakos nam sie to uda.

Wednesday, December 27, 2006


Tuż przed świetami nasza Zosia została ochszczona w kościele Maksimiliana Kolbe w Mississauga. Chrzest odbył sie podczas mszy świetej, wraz z Zosią do chrztu przystapiło troje innych dzieci. Tym razem impreza byla głownie dla rodziny, choc i tak zebralo sie ponad 20 osob. Wszystkim uczestnikom gorąco dziekujemy za przyjście.

Od dzisiaj bede próbował używac polskiej trzcionki w moich sprawozdaniach. Narazie mam z tym kłopoty. Na przykład, nie moge wpisac literki 'czi'. Także ś powoduje że mój blog automatycznie się publikuje na internet. Mam nadzieje że jakoś sie z tym uporam bo o wiele przyjemniej jest czytac polski tekst z polską trzcionką. Jeszcze przydałby sie polski 'spell checker'!

Wednesday, December 20, 2006

Juz od kilku dni jestem w domu. Moja wyprawa do Turcji, choc tylko w wymiarze biznesowym, ponownie rozbudzila we mnie chec do podrozy i zwiedzania. Troche egzotyki, cos innego i juz zaczalem przypominac sobie jak milo bylo beztrosko zwiedzac, pstrykac zdjecia i cieszyc sie kazda minuta.

W drodze powrotnej mialem okazje rozmawiac z chlopakiem ktory juz od 2 lat podrozuje - glownie po bliskim wschodzie i bylych republikach radzieckich. Wracal z Istanbul do domu na swieta. Opowiedzial mi o dziewczynie ktora postanowila wybrac sie na wczasy do Iraku. Podobno jest calkiem latwo wjechac do Iraku z Syrii. Opowiadal jak ta dziewczyna musiala wynajac ochroniazy, jak czesto obawiala sie o wlasne zycie, ile widziala martwych cial na ulicach itp. I doszlismy do wniosku ze jej decyzja o pojechaniu w te miejsce nie byla oznaka bohaterstwa czy odwagi ale po prostu bylo to glupota i przede wszystkim nietaktem. Jak musial czuc sie Irakijczyk widzac turystke z plecakiem!

Nie jestem zdania aby unikac miejsc uwazanych za niebezpieczne ale mysle ze trzeba respektowac mieszkancow krajow ktore sie odwiedza. Jesli sam ten fakt odwiedzania jest brakiem respektu powinno sie przelozyc taka wycieczke na inna, bardziej odpowiednia chwile. Jest tyle pieknych miejsc na swiecie ze nie widze powodu aby na sile pakowac sie tam gdzie nie jest sie mile widzianym.

Sunday, December 10, 2006


Juz tydzien minal od kiedy przyjechalem do Istanbul ale dopiero wczoraj wybralem sie na prawdziwe zwiedzanie. Miasto jest dosc ciekawe, jest olbrzymie - mieszka tu podobno 15 milionow ludzi. Z tym niestety wiaze sie kilka problemow. Miasto jest strasznie zanieczyszczone, powietrze jest bardzo brudne. Chodzac przez caly dzien po ulicach tego miasta nabawilem sie bulu glowy co wlasnie zawdzieczam smog-owi. Drugi klopot pewnie jest powodem pierwszego. Na ulicach sa ciagle korki. Tak naprwde to przez caly dzien. Samochody sa wszedzie.

Zaczalem od klopotow ale jest tez duzo pozytywnych stron. Ekonomia jest mocna, pracy nie brakuje i na ogol nie widzi sie ubustwa. Podobno w okolicach lotniska, gdzie trzesienie ziemi z sprzed kilku lat najbardziej dalo sie we znaki powstaly dzielnice gdzie ludzie mieszkaja w namitach w bardzo ciezkich warunkach. No ale w innych dzielnicach nie widac biedy. Miasto jest glownie interesujace dzieki wielkiemu zroznicowaniu. W tym samym dniu mozna zobaczyc nowoczesne budynki, ekskluzywne sklepy. Nie brakuje tez historycznych miejsc z tysiecznymi budowlami, rzezbami, obrazami. Sa dzielnice gdzie ludzie zyja tak jak wiekszosc Europejczykow, sa tez miejsca gdzie czuje sie ta azjatycka egzotyke. Gdzie starsi ludzie na ulicach pija herbatke i graja w Tawula (Turecka odmaine Tryktrak(eng. Backgammon)). No i oczywiscie modly nadawane przez glosniki piec razy dziennie przypominaja ze pomimo zrelaksowanego ubioru i nie az tak tradycyjnego trybu zycia mieszkancy sa wiernymi wyznawcami Islamu.

Napewno polecalbym odwiedzenie tego miasta ale moze 2 tygodnie to za duzo. Trzy dni w zupelnosci wystarczy.

Sunday, November 26, 2006

Po urodzeniu sie naszej drugiej corki produkujemy dokladnie dwa razy wiecej smieci. Dotychczas co poniedzialek na krawerznik wystawialem jeden worek smieci i twa polpelne kosze 'recycle'. Teraz natomiast swobodnie wypelniamy dwa duze worki. Wychodzi wiec na to ze jeden wor wypchany jest po brzegi brudnymi pieluchami.
Szokujace ze juz taka bezbronny i niewinny niemowlak juz od samego poczatku przyczynia sie do zanieczyszczania naszej planety.

A moze to nie wina dziecka a leniwych rodzicow co wybrali jednorazowe pieluchy aby zaoszczedzic sobie prania kupek?

Z ciekawosci wyszukalem na internecie wstrzasajacych danych:
- codziennie kazdy z nas produkuje 3.5 lbs smieci
- kazde z dzieci uzyje pomiedzy 8,000 a 10,000 jednorazowych pieluch zanim nauczy zalatwiac sie do ubikacji
- w samych Stanach Zjednoczonych wyrzucanych jest 570 brudnych pieluch na sekunde
- co roku w Stanach wyrzuca sie 18 miliardow pieluch
- pieluchy wyrzucone dzisiaj beda na smietnisku przez nastepne 300 lat

Monday, November 20, 2006

Sluchalem ostatnio polskiego radia w Toronto i zauwazylem dwie rzeczy. Nie wiem czy tak bylo zawsze, czy tez moze odzwyczailem sie od tego ale po prostu nie moglem sluchac tych nieustannych reklam. Nawet rozmowy z goscmi byly reklamowymi chwytami! Straszne, tak marnowac pasmo radiowe. Nie jestem wiernym sluchaczem i nie bede ale przydaloby sie radio ktorego mozna sluchac tutaj na obczyznie.
I kiedy tak sobie sluchalem tych reklam zauwazylem tez ze praktycznie wszystkie reklamy, szczegolnie delikatesow sa pisane wierszem. Jakas nowa moda?

Saturday, November 18, 2006

Nareszcie! Kupilem sobie nowy w pelni cyfrowy i bardzo dobry aparat SLR - lustrzanke! Kupno tego dosc drogiego sprzetu traktuje jako w pelni zasluzony prezent dla nowego tatusia. Agnieszka nie jest zadowolona ale na pewno jej to przejdzie. Grozi mi jej wlasna podroza do sklepu i wydawaniem pieniedzy na lewo i prawo. Troche sie obawiam ale jestem juz na to wlasciwie uodporniony. Jak to kobieta wydaje pieniadze dosc swobodnie. No ale zobaczymy, wlasnie teraz jest w sklepie!

Sunday, November 12, 2006


W miniony poniedzialek, 6 listopada, urodzila sie nam corka - Zosia Kloc.
Bylo kilka falszywych alarmow ale wszysko tak naprawde zaczelo sie w niedziele po poludniu. Agnieszka zaczela czuc regularne skurcze okolo 1 po poludniu. Zadzwonila wiec po mnie, bo akurat pomagalem rodzicom remontowac kuchnie, i postanowilismy pojechac do szpitala gdzies okolo godziny 5 po poludniu. Musielismy dos dlugo czekac na lozko, wiec na poczatku zostalismy przyjeci w takiej wiekszej szafie, schowku na rzeczy i jak sie ku naszemu zdumieniu okazalo ludzi. Na szczescie w koncu doczekalismy sie na lozko. Po tym wydazeniu wszystko odbylo sie dosc szybko. Agnieszka skorzystala z jacuzzi gdzie moczyla sie przez dwie godziny. Jak tylko wyszla bule skurczowe znacznie sie wzmocnily i po jakiejs godzinie (1:47am)na swiat przyszla Zosia.

Wiec nasz swiat znowu nam staje do gory nogami. Nieprzespane noce i ciagle obowiazki przy dzieciach - tak sobie wyobrazam minimum nastepne 6 miesiecy. Brak czasu dla siebie, brak czasu dla przyjaciol. Zadsze beda bezcenne chwile gdy siedzi sie w ciszy na fotelu z kawka i dobra ksiazka dla towarzystwa, gdy spontanicznie umawia sie do klubu czy kawiarni. Nie wspomne o ambitnych podrozach. Jest to oczywiscie mozliwe ale o wiele trudniejsze w realizacji gdy dwoje maluchow lata po domu.

No ale taka jest cena ktora trzeba zaplacic gdy decyduje sie na dzieci. I choc brzmi to przerazajaco jest warto. Ja uswiadamiam sobie to gdy corka ze slodkim usmiechem przytula sie do mnie mocno i szepce mi w ucho - Tatusiu jak ja cie kocham!

Monday, October 09, 2006

Gdzies tam w Stanach wielkiej Ameryki debatowane jest prawo zakazujace uzywania nasyconych tluszow, tzw. 'saturated fats' w posilkach serwowanych w restauracjach. Nie wiem kto na takie pomysly wpada ale z dnia na dzien slyszy sie o coraz to dziwniejszych nakazach. Ciekawe co bedzie zabronione nastepne.

Zdaje sobie sprawe ze tluszcze nie sa az tak zdrowe, w szczegolnosci ten tluszcz. Ale, jako dorosla osoba chcialbym sam zadecydowac co chce jesc. Jesli mam ochote na ociekajace tluszczem frytki to czemu nie. Wole to nich stucznie modyfikowane swinstwa.

Taka ingerencja w nasze osobiste sprawy jest potencjalnie niebezpieczna. Moim zdaniem te postanowienia sa tylko po to aby badac jak mocno mozna ograniczac spoleczenstwo do poki nie wybuchnie rewolucja. Wbrew pozorom polnocno amerykanskie spoleczenstwo jest bardzo ograniczone - nie mozna tu robic co sie zywnie podoba jak sie powrzechnie uwaza. Ma to pewne benefity ale takze moze to miec potencjalnie powazne skutki.

Moze zbytnio mocno reaguje na to ze juz w krotce nie bede mogl jest nic smacznego w restauracjach. Napewno bede tesknil za lepiacymi sie od tluszcu fryteczkami i kurczczkiem oplywajacym w tlustym sosie. Moze jestem krotkowzrocznym w mojej krytyce. A noz widelec rzad nagle postanowil dbac o swoich obywateli i robi to dla naszego dobra. Nieprawdopodobne ale moze takie sa intencje.

Saturday, September 09, 2006

Z okazji tego ze mam okazje pracowac z Amerykanami i podrozowac do ich kraju pomyslalem sobie ze lepsza okazja porownania ich z Kanadyjczykami oraz Polakami raczej sie nie nadarzy. Wiec w nastepnych kilku sprawozdaniach opisze co wedlog mnie nas dzieli a jakie cechy mamy podobne. Nie unikne generalizacji i stereotypow za co z gory przepraszam ale postaram sie byc jak najbardziej objektywny. Oczywiscie sa to tylko moje spostrzezenia i prywatne odczucia ktore moga nie pokrywac sie z rzeczywistoscia.

A wiec, zaczne od tematu ktory juz oklepuje od dluzszego czasu w moim pamietniku a konkretniej od pracy. Dla Amerykanow praca jest najwazniejsza. Dla szefa sa przygotowani zrobic wszystko, w wielu przypadkach wiecej niz dla wlasnej rodziny. Ogolnie nie sklamie jesli powiem ze przecietny amerykanski karierowicz nie zna nic innego oprocz pracy. Nie ma czasu na duzo wiecej bo wracajac poznym wieczorem praktycznie opcje sa bardzo ograniczone.

W Kanadzie dzieje sie podobnie ale w porownaniu do naszych sasiadow od poludnia mozemy uwazac sie za szczesciarzy. Na szczescie zycie rodzinne jest bardziej szanowane, zarowno poprzez pracownikow jak i pracodawcow. W dalszym ciagu praca jest czyms najwazniejszym w zyciu przecietnego Kanadyjczyka lecz wydaje mi sie ze nie jestesmy az tak zniewolnieni.

Strach sie przyznac kiedy ostatnio bylem w Polsce ale wydaje mi sie ze zdecydowana wiekszosc Polakow nie chce lub nie ma zamiaru ciezko pracowac. Owszem sa tacy ktory naprawde zasowaja od rana do nocy ale to wyjatki. To nie znaczy ze Polacy nie sa zdolni do ciezkiej pracy. Dowodem moga byc tysiace jesli nie miliony emigrantow pracujacych na 'zachodzie' w pogonia za szybkim pieniadzem ktorego niestety duzo trudniej zarobic w ojczystym kraju. Te osoby sa przygotowane do ciezkiej roboty przez jakis tam okres czasu ale w gruncie rzeczy podejmuja sie tego tylko dlatego zeby zarobic, wrocic do Polski i wygodnie przezyc przez tak dlugo jak zarobione na zachodzie pieniadze na to pozwola. Polacy maja troche inne wartosci i choc tez lubia pieniadze lecz cenia znacznie bardziej zycie rodzinne i wygode.

Obiecuje ze przez dlugi czas nie wspomne juz nic o pracy bo juz sam siebie nudze tym tematem. Ale roznic kulturowych jest duzo wiec bede mial o czym pisac.

Thursday, August 31, 2006

Nie mozna tylko narzekac wiec dzisiaj napisze o pozytywnych aspektach mojeje pracy. A wiec, praca jest ciekawa, pracuje z naprawdne madrymi ludzmi a co najwazniejsze ucze sie niesamowicie duzo. Nie tylko technicznych rzeczy ale takze umiejetnosci ktore przydadza sie w codziennym zyciu. Mam szanse tez podrozowac. Od czasu do czasu mam biznesowe wyjazdy, glownie do Stanow. Co prawda wycieczki takie sa nieco inne niz zaplanowane wczasy ale zwiedzam ile tylko moge. Uwazam to za plus w tej pracy. Zwlaszcza ze jest zachowany bardzo pasujacy mi balans pomiedzy wyjazdami a praca w domu. Podrozuje raz w miesiacu, moze nawet rzadziej wiec nie jestem ciagle poza domem, i wyjazdy nie sa uciazliwe. Takze jesli wyjezdzam to na trzy, cztery dni.

Sa niebezpieczenstwa. Praca w domu wymaga sporo dyscypliny. Zwalszcza gdy dni sa nieco wolniejsze a termin na ktory praca musi byc zrobiona odlegly. Co prawda do tej pory w takiej sytuacji sie nie znalezlem ale mam nadzieje ze w koncu sie to zdarzy. Jedna z przyczyn dlaczego jestem taki zajety jest to ze projeky w dziale 'pre-sales' gdzie jestem nie sa dlugie, przecietnie dwa do czterech tygodni wiec niema czasu sie nudzic.

Dlatego ze firma jest firma amerkanska mam tez okazje obserwowac roznice pomiedzy nami Kanadyjczykami a Amerykanami. Roznic jest sporo. Naprawde nie przypuszczalem ze kraje tak bliskie i tak uzaleznione od siebie moga byc tak zroznicowane. Moze nie pod wzgledem materialnym bo produkty, samochody, sprzet jest w sumie taki sam ale roznice kulturowe sa dosc widoczne. W moich nastepnych wypocinach literackich postaram sie opisac co mam na mysli.

Tuesday, August 15, 2006

W kwietniu podjalem nowa prace i zycie jakie znalem skonczylo sie. Praca jest strasznie pochlaniajaca i zmusza mnie do ciaglego sleczenia przy komputerze. Poczatkowo myslalem ze dlugie godziny w robocie sa tylko tymczasowym ewenementem zwiazanym z tym ze jestem nowym pracownikiem ktory musi zaplacic haracz, frycowe w formie dluzszych godzin ale po kilku miesiacach przekonalem sie ze to jest normalne ze pracuje sie po 10-12 godzin przez siedem dni w tygodniu. Pracuja tak nowi pracownicy i weterani, dyrekcja i administracja. No moze z dyrekcja i administracja to przesadzilem.
W kazdym badz razie mimo podwyzki zwiazanej ze zmiana pracy moja stopa zyciowa znacznie sie obnizyla. Stalem sie po prostu niewolnikiem kapitalizmu. Takim czlowieczym robotem ktory na nic nie ma czasu.
Ale pozytywne nastawienie na zycie jest najwazniejsze. Wiec pocieszam sie ze prace mozna zawsze zmienic, ze czlowiek do wszystkiego moze sie przyzwyczaic. Kto wie, moze cos sie zmieni bez zadnych radykalnych krokow z mojej strony. Moze szef sie opamieta i zrozumie ze ludzie pracuja zeby godnie zyc a nie zyja aby pracowac.
Oczywiscie sa tez dobre strony tej sytuacji, ale o tym nastepnym razem.

Saturday, April 15, 2006

Najlepsze zyczenia z okazji swiat Wielkanocnych.

Nie bylem zbyt aktywny na moim blog-u przez ponad miesiac. Powodem nie byl brak tematow ale raczej brak czasu. Nowy dom, nowa praca i prospekty wiekszej rodziny spowodowaly ze zanidbalem moj internetowy pamietnik. Juz nie wspomne lenistwa i przerazliwych umiejetnosci organizacji czasu. Po raz kolejny obiecuje poprawe.

Moze nowe trendy zmobilizuja mnie do czestszego pisania. Slyszalem ze autorzy blog-ow publikuja swoje wypociny w formie ksiazek. Kilka z tych publikacji jest bardzo popularnych (np. 'Julie & Julia', ' Four and Twenty Blackbirds' czy tez 'Belle De Jour'). Dwie pierwsze pozycje to laureaci nagrody 'Blooker Prize' (http://www.lulublookerprize.com). Mozna zglaszac kandydature do konkursu Blooker Prize na najlepszy internetowy pamietnik 2007 roku. Kto wie, wygrana takiego konkursu moze odmienic zycie. Tak sie stalo w przypadku autorki 'Julie & Julia'. Ksiazka sprzedaje sie jak swieze buleczki i juz w najblizszym czasie bedzie miala adaptacje filmowa.

No ale trzeba zabrac sie do pisania. Bez pracy nie ma kolaczy!

Friday, March 17, 2006

Przez ostatnie pare tygodni probowalem zmienic harmonogram mojego dnia. Wszystko zaczelo sie od artykulu ktory przeczytalem w jednej z gazet. Byl on o czlowieku ktory po przejsciach chorobowych przestal wogole spac. A co lepsze nie objawialo sie to zadnymi skutkami ubocznymi.

Prawie bym o tej sprawie zapomnial gdyby nie ksiazka, The Fountainhead, ktora czytalem. Jednym z bohaterow byl energetyczny i ekscentryczny pan ktoremu rzekomo wystarczalo tylko kilka godzin snu aby sie zupelnie zregenerowac.

Pomyslalem sobie ze cos w tym musi byc. Moze sen nie jest tak niezbedny jak sie powszechnie uznaje. A jesli to prawda to ogromna oszczednosc czasu wrecz wymaga podjecia tej proby.

Chorowac nie chcialem, a innej mozliwosci osiagniecia idealnej sytuacji w ktorej znalazl sie chorowity pan nie znalazlem wiec pierwsza opcje sobie odpuscilem. Natomiast ograniczeniu snu do trzech godzin nie moglem sie oprzec. Przez prawie dwa tygodnie nowo znaleziony czas spedzalem na nocnym czytaniu i ogladaniu filmow. I o dziwo nawet nie bylem spiacy.

No ale juz nie jestem na tym programie. Z kilku powodow. Pewnego ranka zjawilem sie w pracy ale za Chiny nie moglem sobie przypomniec szczegolow mojej podrozy. Troche sie przestraszylem bo kierowalem samochodem (to na szczescie pamietalem). Takze gdy powiedzialem o mojej walce ze snem kolezance z pracy ona zlapala sie za glowe i z przerazeniem oznajmila ze po zarwanej nocy organizm ludzki potrzebuje 16 dni na pelna regeneracje. Wedlog tych kryterii moje obliczenia wskazaly ze w pelni dojde do siebie za przeszlo pol roku.

Ogolnie jestem zadowolony z mojego przedsiewziecia. Dowiedzialem sie ze potrzeba mi okolo 6-7 godzin snu dziennie. A co wazniejsze, doszedlem do przekonania ze sen nie taka kompletna strata czasu jakby to sie mogloby wydawac.

Saturday, February 25, 2006

W tym roku prawie wogole nie ogladalem olimpiady zimowej w Torino. Glownie dlatego ze w domu nie mamy telewizora. Ale to nie byla jedyna przyczyna. Transmisje z olimpiady nie zbyt przypadly mi do gustu. Lubie sport ogladac. Ale lubie sie wczuc w konkurencje, dluzej poogladac jedna dyscypline aby przezyc ten dramat, rywalizacje i wysilek sportowcow. Ciagle przerwy na reklamy, niepotrzebne komentarze i rozmowy komentatorow w studiu telewizyjnym meczyly mnie strasznie. Mialem wrazenie ze nie sportowcy a komentatorzy byli gwiazdami tej imprezy.

W dodatku chcialem zobaczyc wiecej dyscyplin ktore normalnie nie sa transmitowane w telewizji. Ale wiekszosc czasu bylo poswiecone hokejowi i 'curling' i w dodatku byly one przewaznie pokazywane w calosci.

Nastepna olimpiada w Vancouver i mam taka cicha nadzieje ze bede mogl w niej osobiscie uczestniczyc - jako widz oczywiscie. Nie bylbym zdany na kiepskie przekazy telewizyjne ktore prawdopodobnie do nastepnych igrzysk nic sie nie poprawia.

Friday, February 17, 2006

Ale sie objadlem. Ledwo moge pisac. Idac do chinskiego buffetu wiedzialem ze tak bedzie ale i tak nie moglem sie powstrzymac. Nie wiem czy moje lakomstwo to instykt, czy wyniesione jest to z domu. A brzuch rosnie! OK. Od poniedzialku dieta :).

Thursday, February 09, 2006

Jeden z tematow na forum Gazety.pl bardzo mnie zaciekawil i rozbawil. Chlopak zastanawia sie nad przydatnoscia/celem 'celebrities' ktore sa znane z tego ze sa znane. Widzi sie takie osoby w telewizji, gazetach ale tak naprawde nikt nie wie kto i dlaczego je promuje. Nikt tez dokladnie nie wie co takie osoby zrobily aby przyciagac tyle uwagi ze strony mediow. Podobno przyklady takich osob w Polsce to Patrycja Markowska, Katarzyna Skrzynecka (pelna liste osob mozna znalesc na forum Gazeta.pl).

Nie sledze dokladnie srodowisk kulturowych w Polsce wiec nie moge powiedziec czy tez owe panie slusznie naleza do tej grupy. Natomiast wiem to ze idealizowanie, uwielbianie osob publicznych, zwlaszcza tych z kregu kultury (TV, Muzyka) jest dla mnie zjawiskiem zenujacym. Irytuje mnie to tutaj w Ameryce Polnocnej i jestem zdewastowany ze Polska tez do tego dazy. Przyznanie kredytu za to co sie nalezy to inna sprawa ale takie lansowanie osob na gwiazdorow to jest prawdziwie zalosne.

Uwazam tez ze jakosc programow rozrywkowych w Polsce z roku na rok obniza sie. Imitacja niskiego poziomu rozrywki amerykanskiej do niczego dobrego nie doprowadzi. Szkoda ze sa chetni do ogladania tego.

Tuesday, January 31, 2006


Dosc niedawno odkrylem przydatnosc nowej technologi internetowej - RSS feed. Zaoszczedza mi to duzo czasu.

Co to jest. RSS (Really Simple Syndication) to dostęp do wiadomości publikowanych w internecie, które docierają do prenumeratora natychmiast po opublikowaniu. Jakie są zalety RSS-ów? Po pierwsze to możliwość zebrania w jednym miejscu informacji z wielu źródeł. Takze otrzymywane informacje są wolne od reklam i zbędnych treści chociaz duzo RSS-ow zwlaszcza prasowych zawiera tylko adres intenetowy bez zadnego opisu. Poszukuje stron ktore w swoich RSS-ach maja krotkie streszczenia i dluzsze artykuly. Jak cos fajnego znajde to dam znac.

Do odczytywania wiadomości RSS służą czytniki, przypominające programy pocztowe lub takie, które instalują się jako wtyczka do programu pocztowego. Czytnik podobnie jak program pocztowy może zaznaczać przeczytane wiadomości i porządkować je według wielu kryteriów. W browserach Firefox i Opera czytniki sa zalaczone automatycznie - nie trzeba nic instalowac.

Aby korzystać z wiadomości RSS należy mieć zainstalowany czytnik i szukać na stronach internetowych linków z napisem "rss" lub "xml".

Ja dodalem mala 'XML' ikonke w prawym gornym rogu i RSS feed mojego blogu jest wlaczony. Zachecam do prenumeraty.

Tuesday, January 24, 2006

Wczoraj w Kanadzie wybieralismy nowy rzad federalny. Na poczatku myslalem zeby glosowac ale kandydat partii ktora popieralem nie podobal mi sie zbytnio. No, powiedzmy tylko ze uwazam ze ta grupa ludzi jest juz i tak zbyt obficie representowana na kierowniczych i politycznych stanowiskach. Pogodzony ze swoim sumieniem czekalem na resultaty wyborow w ktorych po raz kolejny nie mialem brac udzialu.

Ale stalo sie inaczej. Kilka dni temu wybieralismy zarzad do administracji naszego budynku mieszkalnego. Dwoch kandydatow idealnie sie nadawalo - dobrze sie prezentowali, w przeszlosci pelnili podobne funkcje, byli energetyczni i wydawalo sie ze byli przygotowani naprawde sie poswiecic aby nasz budynek wygladal i funkcjonowal jak najlepiej. Mimo tego, niedoswiadczeni i naprawde nieodpowiedni ludzie byli wybrani. Czemu? Wybrani kandydaci byli tego samego pochodzenia co wiekszosc wyborcow. Nie glosowano na ludzi z odpowiednimi predyspozycjami do tej pracy. Niestety kierowali sie etnicznym pochodzeniem kandydata w wyborze. Hanba ale niestety takie sa realia. W wiekszosci kultur wiezy etniczne so o wiele silniejsze niz platforma wyborcza kandydatow na pozycje publiczne. Co najgorsze ja sam uzywalem podobnej wymowki myslac o nieglosowaniu na kandydata ze 'zlym' pochodzeniem.

W naszym okregu wyborczym mielismy podobny dylemat. Jedna z kandydatek representowala etnicznie bardzo duza grupe w naszym rejonie. Wiec postanowilem glosowac aby cos zmienic. Myslalem ze kazdy glos bedzie sie liczyc. Ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu okazalo sie ze moj kandydat nie mial zadnych szans. Przegral znacznie do osoby reprezentujacej wiekszosc etniczna. Co ciekawsze, na drugim miejscu w naszym okregu byl przedstawiciel partii ktora od 12 lat byla u wladzy, ktora wplatana byla w liczne skandale i machloje polityczne, ktora prawdopodobnie juz zapomniala ze reprezentuje w Ottawie nasze interesy a nie swoje personalne wendety.

Jesli ten 'post' brzmi dosc pesymistycznie i desperacko to pewnie dlatego ze tak jest. Nie wiem czy w przyszlosci Kanady bedzie nastepna tak dogodna atmosfera dla Konserwatystow. Mimo tego Liberalowie i tak zdobyli wystarczajaco glosow abysmy mieli rzad miejszosciowy, ktory prawdopodobnie nie wskura duzo. Zmarnujemy nastepnych kilka lat w momencie kiedy naprawde nasz kraj nie moze sobie na to pozwolic. Chiny, Indie, gonia zachod strasznie i jesli nic sie u nas nie zmieni wkrotce bedziemy zaliczani do krajow drugiego swiata. Socjalne warunki pogorszaja sie z dnia na dzien, ludzi na coraz mniej stac, bezprawie sie szerzy a my w miedzy czasie z uporem maniakow popieramy skorumpowana bande politykow oddajac na nich glosy.

Nie jestem do konca pewien ale nie mysle ze gdzie indziej na swiecie od przeszlo dekady panuje ten sam rzad. Chyba ze to brutalna dyktatura. Nie wiem dlaczego Kanadyjczycy boja sie Konserwatystow. Glowna wymowka tych co glosuja na NDP czy tez na Liberalow to to ze boja sie o to ze gdzy Konserwatysci przyjda do wladzy wiele programow socjalnych zostanie ucietych, wielkie korporacje beda sie bogacic na wyzysku biednej klasy roboczej, a Kanada stanie sie lustrzanym odbiciem naszych sasiadow z poludnia.

Ja jestem takiego zdania ze jesli ekonomia i duze korporacje beda mialy dobrze to i ludnosc takiego kraju nie bedzie cierpiala z glodu. To nie sa czasy panszczyzniane, swiat poszedl do przodu i ci bogaci nauczyli sie jak sie 'dzielic' aby spoleczenstwo na ogol bylo zadowolone. No i wydaje mi sie ze Konserwatysci wiedza lepiej zeby nie upodabniac sie do Stanow.

Obietnice NDP i Liberalow o wiecej pieniedzy na to czy tamto mnie przerazaja. Skad te pieniadze sie znajda? Kazdy chce aby bylo duzo programow socjalnych, itp ale jesli to oznacza ze koszt takiego czegos doprowadzi nas do bankrupstwa w bardzo krotkim czasie to ludzie zmieniliby zdanie. Czy warto miec wszystko oplacane przez rzad przez pare lat aby pozniej przez dekady to splacac? Czy ktos jeszcze pamieta Bob Rae?

No nic. Rozpisalem sie troche ale musialem zzrzucic ten kamien z serca. Jestem zawiedziony wynikami wyborow, tego nie da sie ukryc ale mam tez nadzieje ze moze cos sie zmieni wraz ze zmiana rzadu. Pozyjemy zobaczymy.

Tuesday, January 17, 2006


Moze wspomne cos o noworocznych postanowieniach. Jak co roku postanowienia byly i jak co roku realizacja tych postanowien juz od poczatku jest trudna. Pomimo tego ze postanowienia byly dosc skromne, nic to nie pomaga.
W tym roku razem z Agnieszka postanowilismy:
- jesc lepiej (zdrowiej, mniej i bardziej reguralnie - ostatnie to zwlaszcza dotyczy sie mnie)
- wykozystywac lepiej wolny czas (nie odwlekac rzeczy ktore i tak musza byc zrobione, lepsza organizacja i konstruktywne spedzanie czasu z Amelka

To wszystko.

Thursday, January 05, 2006

Kilka dni temu wrocilismy z swiateczno sylwestrowej wycieczki do Quebec. To byl nasz pierwszy wyjazd ze znajomymi od dluzszego juz czasu wiec bylismy podekscytowani tym wydazeniem.
Cottage byl swietnie wyposazony, uzadzony w nastrojowym stylu ktory kojazyl mi sie z gorska karczma gdzies w szwajcarskich Alpach. Kamienny kominek, wiekszosc wykonczen w recznie ociosanym drzewie no i najwazniejsze te wielkie drewniane pale z ktorych ten domek byl glownie zbudowany. Na dodatek polozenie bylo wysmienite bo na stoku gory w pieknym widokiem na obficie zasniezone wzgoza Appalachow. Jakby tego bylo malo na zewnatrz tuz przy domku byla wielka wanna z goraca woda, tzw jacuzzi.
Jadac do Quebec wiedzialem ze nie pojezdze sobie tyle ile chcialem i to nie z powodu niefortunnego strajku personelu w Mont Tremblant. Wybranie sie na narty nie jest takie latwe gdy ma sie 18 miesieczne dziecko. Bylem tylko dwa razy, raz w Mont Blanc i raz w Tremblant. Agnieszka nie pojezdzila sobie wogole (ale chyba bardziej z wyboru niz koniecznosci :)! Mimo tego atrakcji nie brakowalo. Jednego dnia poszlismy na kilku godzinny spacer po bardzo ciekawym szlaku. Wypozyczylismy sanie z uprzeza aby Amelka mogla sie z nami zabrac. Ciagnac sanie czulem sie conajmniej jak bym szedl na biegun polarny. Bardzo fajne przezycie.
Bylismy tez na kuliku. Konie ciagnace wielkie sanie zapowiadaly sie bardzo atrakcyjne ale tak naprawde bylismy ostro zawiedzeni. Impreza byla droga, krotka i bez wrazen.

Monday, December 26, 2005

Swieta, swieta i po swietach. Jak ten czas niemilosiernie ucieka.
W tym roku obchodzilismy swieta wlasciwie tak jak zazwyczaj czyli w towarzystwie najblizszej rodziny. Na wygilie wybralismy sie do tesciow. Bylo ladnie, bez przepychu ale uroczyscie. Jak co roku byly przemowy, tradycyjne 'uszka' i chaos bo rodzina rosnie, przybywa malych dzieci ktore wrecz szaleja na punkcie tych swiat. A pewnie bardziej na punkcie prezentow, ale nie mozna ich winic bo jeszcze kilka lat temu tez nie moglem doczekac sie nadejscia Mikolaja. Nawet kupowanie prezentow mi sprawialo radosc. Teraz juz nie. Wlasciwie sam ten fakt powoduje ze nie cierpie okresu przedswiatecznego. Tu w Kanadzie ten nacisk na kupowanie prezentow przyprawia mnie o mdlosci. Niestety musialem wybrac sie do sklepu na kilka dni przed swietami i przezylem szok. Walki o miejsce parkingowe, scisk w sklepach, szalencze kupowanie czego popadnie, a wlasciwie tego co rzucili na wysprzedaz. Co ciekawe w Walmart bylo wiecej Hindusow, Muzeumanow i innych niedowiarkow co wydawaloby sie ze nie maja zadnego interesu w braniu udzialu w tych dziczach. A jednak - sama mozliwosc kupna czegos po obnizonych cenach przyciaga wszystkich, bezwzglednie na wiare.
Moze dlatego pierwszy dzien swiat podobal mi sie bardzo. Spedzilismy go u moich rodzicow, razem z tescmi moimi i mojego brata i kilkoma kuzynami. Po pysznym obiadku przy akompaniamencie gitary towarzystwo wzielo sie do spiewania koled. Bylo naprawde przyjemnie.
Na ale jak juz powiedzialem bylo, minelo tak szybko ze czlowiek nawet nie zdazyl sie zorientowac, co dopiero mowic o refleksji, kontemplacji.
Jutro wyjezdzamy na narty do Quebec. Nie moge sie doczekac!

Thursday, November 17, 2005

Niecaly tydzien temu wybralismy sie na krotka wyprawe kajakowa do Georgian Bay, a dokladniej w okolice Bayfield Inlet. Mielismy zamiar doplynac do portu Britt. Przewidywalismy ze trase ta pokonamy dosc spokojnie w trzy dni. Piatek byl bardzo luzny. Plynelismy mniej niz 3 godziny i wybralismy miejsce obozowe niedaleko ujscia ciesniny do Georgian Bay. Zauwazylismy ze poziom wody byl bardzo niski. Prawdopodobnie bylo to glownym powodem ze jeden z naszych skladanych kajakow wpadl na skaly i sie przedziurawil. Szybko zaczal nabierac wody ale na szczescie stalo sie to blisko brzegu i w pore dobilismy do wysepki zeby wykonac niezbedne naprawy.
W sobote mielismy ambitne plany. Chcielismy plynac caly dzien aby w niedziele schowac sie w wysepki i tym samym uciec przed nadchodzacym dosc silnym wiatrem ktory byl zapowiadany przez meteorologow. Z zapalem zlapalismy sie za wioslel ale wkrotce okazalo sie ze bedzie bardzo trudno przeslizgnac sie pomiedzy wysepkami tuz przy brzegu wielkiego jeziora. Stan wody byl niski a nasz progres bardzo wolny. Postanowilismy wiec wyplynac w glab jeziora. Zdawalismy sobie sprawe ze bedziemy musieli zmagac sie z wiekszym wiatrem i falami ale wydawalo nam sie ze to bylo lepszym rozwiazaniem niz ryzykowanie przedarcia dna kajaka o kamienne dno tuz przy brzegu.
Tak tez zrobilismy. Przez jakas godzina wszysko szlo wedlug planu. Tepo znacznie sie zwiekszylo i bylismy optymistycznie nastewieni ze dotrzemy do celu przed zachodem slonca. Niestety fala stopniowo nabierala sily. Zaczelo robic sie niebezpiecznie. Postaniowione zostalo aby wracac blizej brzegu. Jakies dwiescie metrow od brzegu przewrocil sie jeden z kajakow. Dwoch kolegow wyladowalo do listopadowej wody zimnego Georgian Bay.
Na szczescie akcja ratownicza, aczykolwiek dosc chaotyczna, byla calkiem efektywna. Zziebnieci ale cali i zdrowi chlopcy wyszli na brzeg po niedlugim czasie (topielcom napewno dluzylo sie to niemilosiernie :). Tam czekalo na nich cieple ognisko, strawa i suche ubrania. Zaden z innych kajakow nie wywrocil sie. Wszysko zakonczylo sie szczesliwie.
Trasa zostala troche skrocona. Reszta wycieczki odbyla sie bez wiekszych przygod.
Po powrocie do domu zdalem sobie sprawe ze gdy stalo sie to mi i bylbym sam mialbym duze klopoty. Nie mam pompki do wody, kleju, latek, liny ratowniczej. Nigdy nie przykladalem zbytnio uwagi temu aby miec sprzet ratowniczy, przyrzady do reperowania kajaka, itp. Nigdy tez nie koncentrowalem sie nad prognoza pogody i innymi tego typu 'bagatelnymi' rzeczami. A to blad.

Tuesday, November 01, 2005

Skonczyly mi sie moje bardzo dlugie jak na warunki Kanadyjskie wakacje. Dzisiaj jestem pierwszy dzien w pracy i na nowo staram sie przystosowac do istniejacych tutaj warunkow. Jak widac slabo mi to idzie bo zamiast rzetelnej roboty opisuje moje wrazenia.
Wracajac do pracy mialem mieszane uczucia. Po tej wiekszej czesci bardzo mi sie nie chcialo wracac. Odpowiadalo mi zostawanie z Amelka w domu. Przez ten czas bardzo sie zzylismy i szkoda mi bylo zostawiac ja dzisaj sama z tesciowa. Amelka jest swietna. Bardzo ladnie sie ze mna bawi. Tak jak mamusi buzia jej sie nie zamyka. Gaworzy sobie w swoim jezyku bez ustanku. Lubi sie czesto przytulac co mi bardzo odpowiada bo wprost uwielbiam jak do mnie przychodzi tylko po to aby mnie uscisnac lub pocalowac.
Mimo tego wszystkiego po czesci cieszylem sie ze wracajac do pracy bede mial wiecej stycznosci z ludzmi, z tym co dzieje sie na swiecie, itp. Siedzac w domu ma sie ograniczone warunki na te interakcje.
Jeslibym mogl to pracowalbym dwa razy w tygodniu a pozostalych piec dni spedzalbym z rodzina.

Thursday, October 27, 2005


Nie pisalem dosc dlugo ale postaram sie to nadrobic. Mam klopoty z reguralnoscia. Jesli bede pisal ten blog sporadycznie to nie bedzie mialo sensu wiec postaram sie pisac czesciej - przynajmniej raz na tydzien. Jak juz robie obietnice to moze zadeklaruje sie ze postaram sie w koncu pracowac nad zalozeniem wirtualnego 'book club'. Raz juz zalozylem forum ale darmowa strona internetowa padla i od tego czasu niestety nic nie zrobilem. To bedzie moj priorytet tuz po zakonczeniu obrobki Marcina i Iwony wesela . Powiedzialem ze im to wesele zmontuje, czas leci nieublaganie a ja dopiero tak naprawde zaczolem wczoraj.
Tak wogole to sobie myslalem ze czas tak szybko i nieublaganie mija i jesli nie jest sie dobrze zorganizowanym to naprawde mozna zmarnowac kupe swojego zycia siedzac bezuzytecznie w domu, przed telewizorem lub komputerem. Nie chcialbym byc tego przykladem wiec musze sie sprezyc i zaczac lepiej planowac moj czas wolny.
Dziecko mi sie budzi, wiec bede kontynuowal moje wywody w pozniejszym czasie. Czesc,
Arek

Sunday, September 04, 2005


I managed to get on TV the other night. CityTV was running the story about how the price of gas soared to unbelievable levels in recent days. My gas tank was empty and I needed to fill up. I pulled up to the gas station and was shocked to see that they charged $1.26 for 1 liter of regular. Having no choice I grabbed the nozzle and started to tank. At that time a reporter approached me and started to ask whole bunch of questions. In the end they used maybe 2 seconds of that interview but who knows - perhaps those two seconds were my only chance to get on local TV. Pretty sad now that I think about it.
During this long weekend Torontonians had a chance to come and see the air show. We went to see it and enjoyed it quite a lot, although my daughter was not impressed at all. In fact she looked quite scared. Anyway, all the time I was watching it I couldn't help but to think how much the organizers of the show or the pilots themselves were affected by jump in gas prices. 20 liters of gas will usually last me a week, the planes flying at the show probably burn 20 liters per minute.
Interesting to see how this crazy increase in price will affect our lives.

Saturday, August 27, 2005


Installed Google Talk last night and I am quite happy with how it works. Good sound quality, relatively lightweight and most importantly easy to use. Only if I could call normal phone numbers with it then it would be truly great. Hopefully soon it will be implemented and offered as free service. For now we have to settle with voice communication between gmail users only.
Isn't it amazing how technology changes our lives. Not even five years ago I rarely required computer and the internet connection. Not if it is not available even for short period of time I panic.
Alright - that is the end of this post. My daughter woke up!

Tuesday, August 23, 2005

Himalayan trip


Two of our friends, Joasia and Krzysiek, have recently left for the 3 month long journey around Himalayas. Firstly, I am quite envious and impressed by the trip itself although we came to expect amazing and very ambitious travels from them. Secondly, their effort to document every step of the way is even more commendable. They dedicated the site joasia.blogs.com to share their experiences with friends back home. Nice to have someone that can motivate and inspire you to do more than just the ordinary. Hopefully, one day I will be writing this very blog from as exotic and interesting places as the places they travel to.
I could not finish this post without the mention of another well organized and exciting trip. Greg and Peter decided to bike to Alaska this summer. They too have the website dedicated to the trip: parrot.dyndns.org/wordpress. Unfortunately they had a hard time finding internet connections up north and the number of posts is limited. It will be interesting to see if remote places in Asia will be better in this regard than Alaska and Yukon.

Tuesday, August 09, 2005

Amelie


Let me introduce to you my daughter Amelie. Born on June 18th, 2004. Named after the main character in the movie called Amelie. She weighted in at 8 pounds and 8 ounces. She is 14 months now and I am just crazy about her. She grows awfully fast. Each day she surprises us with newly acquired skills. Very cute, calm and curious baby.
My first blog message. Long overdue but better late than never. I invite everone to share their thoughts on this website. Use it at will - I know I will.